Weekend nadziei

    Sobieszewo, 15-17 marca 2019

 

Radosław

"Do końca się wahałem, czy powinienem wziąć udział w tym wydarzeniu. Rekolekcje dla faceta ? I to jeszcze pod takim tytułem "weekend nadziei" ? Zastanawiałem się jednak, ile słuszności jest w stwierdzeniu, że lepiej dbam o samochód, niż o samego siebie. Prawie pół wieku życia to może jednak najwyższy czas na "przegląd duszy". W końcu przekonałem sam siebie, że są jednak w moim życiu pytania, które pozostają bez odpowiedzi. Bo - albo nie wiem, jak mam odpowiedzieć na wątpliwości, albo udaję przed sobą, że wszystkie sprawy są rozwiązane i poukładane, jak należy.
Udział w wydarzeniu i płynące z niego czysto praktyczne korzyści przeszedł moje oczekiwania. 
Celowo piszę o korzyściach, gdyż sam się zdziwiłem, że "sprawy duchowe" mogą przynieść taki codzienny, namacalny i właśnie praktyczny pożytek. Łatwiej jest mi teraz ułożyć swoje priorytety, z radością podjąć nowe wyzwania życiowe. Wreszcie czuję się wręcz "w obowiązku" potwierdzić, że podczas tych rekolekcji zrozumiałem i odczułem co to znaczy spotkać Boga żywego. Dziękuję za bezgraniczne zaangażowanie organizatorów (aż nie przystoi tu takie słowo), ich serdeczność i otwarcie na człowieka. Dziękuję za niepowtarzalną atmosferę, za obecność wszystkich ludzi, których spotkałem. Dziękuję za mądre homilie księdza Pawła, w ogóle za rozmowy z nim. To też było dla mnie odkryciem, że można tak po prostu o życiu porozmawiać z kapłanem, że jest gotów wysłuchać, zrozumieć i z pięknej duchowej perspektywy odpowiedzieć na moje pytania.
Mogę z całą świadomością potwierdzić, że dzięki temu weekendowi, inaczej, lepiej, pełniej i - co najważniejsze - z duchowej perspektywy spoglądam na siebie samego."

 

Monika

"Coś Ci się w życiu rozsypało… ktoś lub coś Cię rozkruszyło, rozbiło w drobne kawałeczki. Już godziłeś się, że to koniec i nic dobrego już Cię nie czeka.
Życzliwi ludzie, czas i Twoja wewnętrzna siła wraz z wiarą posklejały jak się dało, zacementowały pęknięcia. Ale nietrwale, byle jak, tak że byle podmuch wiatru na nowo rozkrusza połatane miejsca, obnaża rany.
I taki popękany, trochę posklejany, pokruszony, obolały, a może już nic nie czujący, trafiasz na Weekend Nadziei, gdzie wspaniali, Boży ludzie, z pomocą modlitewną wielu innych, ostrożnie i warstwami pomagają Ci pozbyć się tego, co nieumiejętnie zatuszowane i zamalowane, by stanąć przez Panem w całej swojej biedzie, połamaniu i bólu. I usłyszeć, że taki, jaki jesteś, jesteś Jego umiłowanym dzieckiem. On chce wypełniać Twoje pęknięcia swoją miłością, by mógł w Tobie zakwitnąć listek nadziei.
To weekend trudny, przepłakany, przemodlony, a zarazem weekend piękny, pełen łaski, weekend pełen cudów.
Dziękuję za ten czas. A obraz popękanego dzbana z kiełkującym listkiem, unoszonego na Bożych rękach, będzie mi od teraz towarzyszył i przypominał o tym, co prawdziwe i ważne."

 

Dominika

"Weekend Nadziei był dla mnie bardzo potrzebnym czasem zatrzymania i zastanowienia się nad tym co w życiu ważne. Wielką radość sprawiły mi usłyszane świadectwa i przebywanie wśród ludzi, dla których Bóg jest ważny i którym daje szczęście. Ważna była też dla mnie modlitwa wybaczenia, która uzdrowiła niektóre moje relacje międzyludzkie. To był piękny czas."